Wiadomość o chorobie nowotworowej „zwala z nóg” każdego - młodego, starego, kobietę i mężczyznę. Kobiety na wieść o chorobie mówią często: „Ugięły się pode mną nogi”; „Straciłam mowę”; „Sparaliżowało mnie”. Są to normalne, naturalne reakcje. Co może pomóc? Rozmowy z bliskimi, z przyjaciółmi, z rodziną. Pomocne może okazać się prowadzenie pamiętnika, w którym opisuje się swoje emocje. Dobrze jest przebywać wśród ludzi, chociaż zdarza się, że na wieść o raku wokół pustoszeje. Dlaczego ludzie boją się kontaktów z chorymi na raka? Bo nie wiedzą, co powiedzieć. Tymczasem wystarczy, gdyby ktoś zadzwonił i powiedział: nie wiem, co powiedzieć, ale chcę żebyś wiedziała, że myślę o Tobie i możesz liczyć na moją pomoc. Warto mówić o tym, że czeka się na takie słowa. Organizowanie sobie czasu w nowej sytuacji, zawieranie znajomości wśród kobiet, które już przeszły to, co dopiero jest przed kobietą, która niedawno dowiedziała się chorobie - to bardzo istotne działania. Kobiety, które przeszły raka piersi, wcale nie szukają litości, tylko zrozumienia i wsparcia. I najczęściej znajdują je wśród sobie podobnych. Dlatego warto chodzić na spotkania organizowane przez Amazonki. Wśród nich są takie, które operację przeszły rok, pięć, dziesięć, dwadzieścia lat temu. Są więc żywym przykładem, że z choroby można wyjść, a to krzepi.


