Moja historia

Czekamy na Twoja opowieść. Podziel się ją z nami*

Ośmiornica

Dobrze pamiętam ten wrześniowy dzień 1999 roku. Zygzaki błyskawic oświetlały przestworza. W oddali rozlegały się odgłosy grzmotów. Niebo zapowiadało nadchodzącą burzę. Patrzyłam na krople deszczu spadające na parapet. „Może po burzy będzie cieplej? Wyjdę jutro na spacer. Przecież już trzy tygodnie nie wychodziłam z domu”. Zapalenie oskrzeli i otrzymywane antybiotyki, nie pozwalały na przebywanie na powietrzu. Odeszłam od okna. „Położę się, jestem jeszcze osłabiona”. Wykonałam ruch ręką, niechcący dotykając miejsca na piersi. Przez cienką bieliznę wyczułam wewnątrz twardą narośl. „Chyba to nie jest to… najgorsze zło?” – pomyślałam. Myśli wirowały razem z ogarniającym mnie lękiem. Strach. Ten paraliżujący strach, utrudniający ocenę logicznego myślenia. Po chwili spokojniej znowu dotknęłam miejsca na piersi. Nie było już najmniejszej wątpliwości. Guz. Teraz dopiero przed oczyma ukazały się wszystkie oglądane w telewizji programy informujące o zagrożeniu, jakim jest rak.

„Boże! Dlaczego to mnie musiało spotkać?” Ukrywszy twarz w dłoniach zaczęłam się modlić, lecz słowa modlitwy zagłuszał strach w zamierającym przez niego sercu. Dotychczas nie miałam pojęcia, „że można bać się do tego stopnia. Starałam się opanować, ale bojaźń, która mnie przejmowała, była silniejsza. Gdy nazajutrz jechałam miejskim autobusem do przychodni onkologicznej, już inaczej odbierałam i odczuwałam napisy na billboardach, rozstawionych w różnych punktach miasta.

Przed tym największym – „Z powodu raka piersi znika co 10 lat z mapy Polski 50-tysięczne miasto kobiet” – pochyliłam głowę. Spuściłam wzrok, aby go nie oglądać. To już dotykało mnie osobiście, do mnie wyciągało swoje rozłożyste ramiona, jak ośmiornica. Zaledwie przekroczyłam drzwi przychodni, na nowo poczułam lęk. Nadeszła moja kolejka. Jak zabłąkany ptak, w trwodze czekałam na diagnozę.

– Proszę spojrzeć na ekran monitora – odezwał się lekarz wykonujący USG.

– Wygląda jak włókniak. Jest nieduży. Tylko ta rozciągnięta powyżej plama. Skierowałam wzrok na ekran. Przed oczami ukazało się tysiące wirujących plamek. Nie widziałam nic.

– Wykonam teraz biopsję. Wyślemy do zbadania – powiedział lekarz.

Słuchałam jego słów, rozumiałam je. Wydawało mi się tylko, że nie dotyczą mojej osoby. Wyszłam z gabinetu zupełnie rozbita. Chciałam uciec od rzeczywistości. Szłam ulicą, nie rozpoznając znajomych twarzy. Przerażona martwą perspektywą swojej przyszłości, zastanawiałam się, co mam ze sobą zrobić? Pojechałam na cmentarz. Jeździłam tam, gdy byłam w rozterce. Panująca cisza i cmentarny spokój zmniejszyły chwilowo udrękę i strapienie. Usiadłam na ławce, stojącej przy grobie męża. Nie miałam siły zebrać rozproszonych myśli. Moja samotność, z którą sobie już radziłam, znowu została zburzona. Spojrzałam na marmurową tablicę. Wyryta na niej data uzmysłowiła mi, że minęło już dziesięć lat, kiedy mąż odszedł na zawsze. „Jak ten czas szybko przemija w naszym ziemskim życiu” – pomyślałam. „Jak długo będzie toczyć się moje życie?” – zapytałam, spoglądając na puste miejsce obok grobu męża

„Czym zawiniłam, że tak okrutnie doświadcza mnie los?” – powiedziałam głośno z wyrzutem. Cała byłam buntem. Jednak chciałam odrzucić ten neurasteniczny stan. Pragnęłam zatrzymać w sobie życiową energię i zwalczyć ogarniające przygnębienie i strach. Pogrążona w myślach, przeniosłam się do przeszłości sprzed 10 lat. W moim życiu zdarzył się dramat, przeżycie tak silne, że długo nie potrafiłam się z nim pogodzić. Nie wybrałam ucieczki od rzeczywistości. Pogodziłam się z nią. Odnalazłam sens w dalszym życiu. Odnalazłam go w pisaniu. Do literatury, a szczególnie poezji, zawsze miałam zamiłowanie, ale proza życia i wynikające z niej obowiązki, nie zawsze pozwalały zająć się nimi. Mój obraz świata, możliwość dalszej egzystencji w nim i praca nad sobą, pozwoliły wrócić do samodzielnego życia. Wspomnienia tego okresu odżyły na nowo.

Po chwili, bez słowa, wstałam i wróciłam do domu. Mijał czas, w którym noce były jednym koszmarem. Zbliżał się dzień operacji. Chirurg dokładnie wytłumaczył, na czym ma polegać zabieg. Usunięcie guza. Oddanie do badania laboratoryjnego i zależnie od wyniku, ewentualny drugi zabieg – mastektomia.

– Nie ucieknę od swego przeznaczenia i czasu, jaki mam wyznaczony – powiedziałam na sali szpitalnej, gdy za chwilę miałam iść na operację. Szłam z pielęgniarką na salę operacyjną. Nie bałam się. Zabieg trwał 45 minut. Zostałam przywieziona z powrotem na swoje łóżko. Nie czułam, że jestem po narkozie. Tylko myśli, niczym rozchodzące się koła na wodzie, zataczały coraz szersze kręgi i obejmowały okres życia, który minął. „Mój świat zamyka się” – myślałam, czekając na wynik.

Drgnęłam, gdy zobaczyłam lekarza wchodzącego do sali.

– Musimy – powiedział, dotykając moich rąk. To jedno słowo spadło na mnie, jak uderzenie młota. Wystarczyło. Obudziłam się na sali pooperacyjnej i od razu przypomniałam sobie, co się stało. W miarę upływu czasu szybko odzyskiwałam siły. W czwartym dniu po zabiegu, pełna zadumy, stałam przy oknie. Opadające z drzew liście tworzyły żółto-brązowy dywan. To przypominało, że trwała już jesień. „Jak słuszna jest stara zasada o przemijaniu”  - pomyślałam.

Ten nostalgiczny nastrój zaczął zanikać, gdy przypomniałam sobie słowa, które papież Jana Paweł II skierował do ludzi w podeszłym wieku w swoim liście: Nie poddawaj się bezwolnie nieubłaganemu losowi. W pełni wykorzystaj czas, który będzie jeszcze dane przeżyć.

Pozytywną zmianę zauważyłam w sobie po wizycie wolontariuszek: Magdy i Stasi, które pomogły mi zaakceptować siebie w zmienionych warunkach życia. Wyjaśniły, w jaki sposób przystąpić do rehabilitacji i ćwiczeń. Otrzymałam foldery i poradnik dla kobiet po odjęciu piersi. I, co dla mnie było najważniejsze, o czym nie wiedziałam, miałam otrzymać protezę i stanik, które pomogą ukryć fakt amputacji i zapewnią lepsze samopoczucie.

Ich pogodne, pełne optymizmu słowa sprawiły, że napełniał mnie spokój. Wstępowała wiara w siebie. Jeszcze bardziej poczułam się pogodzona z losem, gdy byłam w Klubie Amazonek. Patrzyłam na grupę kobiet, po których nie było widać choroby. One już wygrały i ja muszę. Czułam się wśród nich, jakbym otrzymała nową szansę na powrót do samodzielnego życia. Odnalazłam swoje miejsce w tragedii wśród kobiet podobnych do mnie. Odnalazłam siebie wśród Amazonek.

Wtedy napisałam wiersz:

Odnaleziona wśród Amazonek

Przepraszam… Płaczę…

Nie mogę pomóc sobie sama

Słabość mnie tłamsi, nie chcę czuć,

Skrawek zdrowia boli jak rana.

Zgubiłam ostatnio sens życia,

Buntem niemocy jest cichy głos.

W zakątku ludzkiego trwania,

Dopadł mnie przykry i zły los.

Na przekór osłabłym siłom,

Odczuć pokusę rezygnacji w sobie.

Smutek zajmie się sobą sam,

Wiosna życia na nowo rozkwitnie w tobie.

Radością dzielić się chciejmy wspólnie,

Skrzywdzone przez los nieubłagany.

Swoją mądrością i wolą trwania,

Cieszmy się tym, co mamy!

Dewizą naszą niech będą słowa:

„Cenię sobie życie.

Umiem się nim cieszyć”.

Mijają dni i lata. Minęło już 6 i pół roku. Jestem doświadczona przez los, ale nie przerażona. Mam w sobie odrodzoną na nowo, pełną wewnętrznej harmonii, ocenę wszystkiego, co mnie otacza. Niebo i morze, śpiewy ptaków wśród ciszy, wiatr z deszczem hulający za oknem, zachody słońca i pogodną szarość nocy. Pisanie, to mój sposób na życie, a wśród wydanych pięciu tomików poezji, na pierwszym miejscu jest wiersz:

Moja rzeczywistość

Zamknęłam rejestr jesiennych dni,

aby nie widzieć jak szybko mijały.

Jak nikłą linię horyzontu,

wartkim strumieniem przybliżały.

Smutkowi duszy swej nie oddam,

gdy pociąg zjedzie na boczne tory.

Zabierze z sobą moją młodość,

świat się otuli w szare kolory…

Choć zegar coraz głośniej

czas mknący już odmierza,

lustro pamięci nadal ukazuje

perłami otulony obraz nieba

Więc otworzyłam głębię duszy.

Pozbieram myśli rozproszone,

zatartym wspomnieniom oddam barwy,

jak letnie ogrody ukwiecone.

Będę wspominać lata młode,

gdy piękno świata zachwycało.

Myśli wznosiły się do nieba,

choć z marzeń mało pozostało.

Nikt nie zobaczy moich łez,

jak rozsypanych okruchów nieba.

Każdy ptak wysoko w przestworzach

melodią miłości mój wiersz wyśpiewa.

Kazimiera Szmidt

Tekst został udostępniony dzięki uprzejmności organizacji Stowarzyszenie "Amazonki" Warszawa - Centrum.

 * Prześlij nam swoją historię i/lub zdjęcie drogą elektroniczną na adres: kontakt@pomastektomii.pl. Każda wypowiedź i/lub zdjęcie, aby mogły znaleźć się na stronie, wymagają Twojej zgody.